Dosadność a zdrowie psychiczne

Tagi: chłód emocjonalny egoizm empatia
  • Data dodania: 14-05-09, 14:46
  • Strony sporu są: rodziną
  • Liczba głosów: 160
  • Liczba komentarzy: 14
Siostra_a:

Niedawno zaszło między nami dość spore qui pro quo. Otóż, zwierzyłam się mojej siostrze z problemu, polegającego na wzięciu odpowiedzialności za kotka, który od 12 lat rezyduje w naszej rodzinie. Ponieważ mieszkam ze wspólokatorkami, które kategorycznie powiedziały NIE kotu w naszym mieszkaniu (bo drapie, gryzie i miauczy), nie mogę go trzymać u siebie. Nie ma w zasadzie innej opcji niż oddanie go jakiejś przemiłej pani kociarce albo do schroniska. Ewentualnie uśpić, czego sobie po prostu nie wyobrażam tak samo jak kici w schronisku. No cóż... to jest przywiązanie.
Tak więc, siostra nie podniosła mnie ani trochę na duchu, mimo że granice mojej wytrzymałości psychicznej były mocno przekroczone. Łatwo było to poznać, choćby po moim załamanym głosie i łzach płynących z oczu. Co więcej, siostra stwierdziła, że to ja "mogę się wydawać upierdliwą wspołlokatorką, bo chcę trzymać kota". Owszem, może i to stwierdzenie jest prawdziwe, ale do końca nie rozumiem jaki miało cel jego wypowiedzenie. Jedynym celem jakim osiągnęła moja siostra było doprowadzenie mnie nieprzyjemną dyskusją do płaczu.
A jaki jest mój główny zarzut? Dlaczego moja chłodno-kalkulująca siostra nie może zdobyć się na choć odrobinę empatii lub sympatii. Czy tak trudno jest kogoś pocieszyć w chwili krytycznej? Jestem osobą naprawdę odporną psychicznie, no ale są pewne granice, których się nie przekracza... Poza tym, kiedy normalny człowiek zwierza się z problemu, nie zawsze liczy na jego rozwiązanie (często już je ma), ale na odrobinę wsparcia.

Julencja:

To ja się wytłumaczę.
Po pierwsze, nie rozumiem, dlaczego Siostra taką dużą wagę przywiązuje do "NIE kotu" swoich współlokatorek. Rozumiałabym, gdyby Siostrze się z nimi świetnie układało i nie chciałaby psuć stosunków. Ale na ogół słyszę tylko narzekania, że współlokatorki strzelają fochy i nie da się z nimi wytrzymać. Więc dlaczego nagle Siostrze zależy na tym, żeby stanęło na "kota ma nie być w mieszkaniu"? Zwłaszcza, że pomieszka tam jeszcze max miesiąc-dwa? Nie mówię, że ma je przymuszać do kota, ale są przecież sposoby, żeby je przekonać do tej chwilowej niedogodności w postaci miauczącego futrzaka. Znam owe współlokatorki i jestem przekonana, że nie są na tyle wredne, aby zmusić Siostrę do oddania kota do schroniska. Zwłaszcza, że kocica nie sika po kątach, tylko do kuwetki i z reguły śpi albo miauczy.

Uważam, że moja siostra ma tyle polotu i siły przebicia, że potrafi przekonać współlokatorki i trzymanie kota wtedy nie byłoby problemem. Tylko że nie chce - albo boi się konfrontacji.

Dlatego powiedziałam jej, że współokatorkom może się wydawać upierdliwą - na zasadzie: zdaj sobie z tego sprawę i pomyśl, jak możesz to wykorzystać. Koniec końców bycie upierdliwym dla kogoś to nie jest jakiś powód do wstydu czy załamania. Trzeba nauczyć się z tym żyć i wykombinować, jak wykorzystać to jako swój atut. Tak, możesz pomyśleć, Droga Siostro, że bredzę, ale każdą taką sytuację można przekształcić w jakiś plus. Np. możesz wypracować jakiś kompromis na tej podstawie. Np. w zamian za zgodę na kota, będziesz odkurzać. Ja mam podobnie z paleniem - mój mąż nie cierpi mojego palenia, ale w zamian za - implicite - niekomentowanie przez niego moich papierosów, uprawiam z nim jogging (którego zasadniczo nie trawię, a on uwielbia). Wychodzi to na zdrowie i mi, i jemu. Myślę, że podobnie mogłabyś rozwiązać kwestię kota.

Po drugie, akurat w tamtej konkretnej sytuacji naszej wymiany zdań, nie zorientowałam się w emocjach mojej Siostry, bo prowadziłam samochód, a ona siedziałaa z tyłu. Więc jak mogłam zauważyć, że jej lecą łzy z oczu?:) Nie zgadzam się, że byłam mało empatyczna, bo proponowanie rozwiązań (jakiekolwiek by one nie były) to jest w mojej bajce oznaka empatii właśnie. A ja właśnie te rozwiązania (negocjuj z dziewczynami, oddaj komuś albo uśpij kota) proponowałam. Owszem, niektóre z nich są dośc bolesne - ale też trzeba je wziąć pod uwagę.

Po trzecie, mam w zwyczaju w odpowiedzi na zwierzenia proponować rozwiązania, a nie pocieszać. Bo dobre rozwiązanie jest IMO najlepszym pocieszeniem. A w tej konkretnej sytuacji wydaje mi się, że Siostra wyolbrzymia opór swoich współlokatorek i moją propozycję przekonania ich potraktowała jako kolejne nierealistyczne rozwiązanie problemu.

Zgoda, że nie byłam superdelikatna (z powodu czego mi przykro - teraz zachowałabym się nieco inaczej), ale uważam, że reakcja mojej Siostry w postaci płaczu i focha ("nie powiem ci jak było w Londynie" - odbierałam ją z lotniska) była trochę nie na miejscu. W końcu, kurczę, cieszyłam się, że ją zobaczę po tygodniu i pogadamy sobie, a Siostra nagle uczyniła z kota oś wszelkiej komunikacji i nie można było o niczym innym porozmawiać:(

Kto ma rację?

Spór skomentowano 14 razy. Dodaj swój komentarz »

  • Siostro_a, zastanów się, czego w gruncie rzeczy oczekujesz od swojej siostry. Jeżeli chodzi Ci o coś w rodzaju „ajka-ajka, kiciunia wcale nie jest wredna mimo tego, że gryzie, drapie i fuka bez powodu, to te wredne współlokatorki się czepiają”, to zapewne dostosowanie swojego zachowania nie będzie zbyt trudne dla Twojej siostry. Z drugiej strony, nie zdziw się, jeżeli kiedy rzeczywiście będziesz potrzebowała pomocy lub porady, nie uda Ci się uzyskać niczego więcej ponad „ajka-ajka”. Ludzie bardzo łatwo przystosowują się do tego typu wymagań, lecz później zmienić ich zachowanie może być bardzo trudne. Fatyczne stwierdzenie „ajka-ajka” zawyczaj kosztuje bardzo niewiele w porównaniu z próbą pomocy w rozwiązaniu problemu.

    Poza tym, przyjeżdżanie po kogoś na lotnisko to jest gest świadczący o sympatii. Strzelanie fochów w takiej sytuacji jest, delikatnie mówiąc, nieeleganckie.

    zgłoś do moderacji
  • Julencjo, a ja bym się zastanowiła, czy nie można znaleźć złotego środka - najpierw empatia (ajka-ajka jak pisze richard), a potem Twoja metoda podpowiadania rozwiązań. Kiedy miną pierwsze emocje siostry_a, można bedzie na spokojnie podpowiedziec jej, co Ci przyszło do głowy. Wtedy ona spokojniej przyjmie radyi awanturka nie powstanie :)
    Jesli ktos Ci sie wyzala, to nie zawsze oczekuje cioci dobrej rady, czesto przyda mu sie po prostu wspolczucie i "podtrzymanie za reke". Chlodne kalkulacje nie sprawdzają się w przypadku silnych emocji.
    Problem powstaje, kiedy jedna osoba oczekuje wspolczucia, a druga tego nie dostrzeże i mysli, ze potrzebna jest dobra rada, a nie wsparcie - moze tak wlasnie bylo tym razem.
    Trzymajcie sie :)

    zgłoś do moderacji
  • Kiedyś przeczytałam, że najbardziej istotne w rozmowach jest określenie, czy rozmawia się z pozycji "kobiecej" czy "męskiej". W cudzysłowach, bo nie ma znaczenia płeć. Zarówno kobieta jak i mężczyzna mogą w danej chwili komunikować "kobieco" lub "męsko".
    "Kobieca" komunikacja oparta jest na emocjach, pocieszeniu, wsparciu i wysłuchaniu, bez oferowania żadnych rozwiązań. Osobie komunikującej "kobieco" chodzi wtedy jedynie o to, żeby ktoś przy niej był, Nic poza tym. Potrzebny często przy takiej komunikacji jest kontakt fizyczny, czyli np. przytulenie czy choćby wzięcie za rękę lub poklepanie po ramieniu.
    Komunikacja "męska" wyklucza kontakt fizyczny, bo polega na przedstawieniu problemu oraz jego rozwiązaniu. Nie wolno mieszać tych dwóch rzeczy, bo jedna (lub obydwie) ze stron mogą się zwyczajnie źle wzajemnie zrozumieć.
    Mamy tutaj do czynienia z typowym konfliktem polegającym na różnej komunikacji obu osób.
    Na przyszłość albo osoba sygnalizująca problem powinna jakoś dać znać, który sposób jest dla niej w danej chwili bardziej odpowiedni, bądź też osoba racjonalna, w danej chwili "męska", powinna zapytać, jakiej komunikacji osoba skarżąca się oczekuje.

    zgłoś do moderacji
  • Zgadzam się z Zazulką. Sądzę, że siostra_a najpierw powinna dostać potwierdzenie, że zawsze, co by nie zrobiła, Julencja stanie po jej stronie. Potem, można by ewentualnie zapytać, czy jednak jest możliwe, że współlokatorki mają trochę racji. Dawanie rad na samym końcu, na wyraźną prośbę. Ktoś, kto otrzymuje rady a o nie nie prosił, może poczuć się jeszcze bardziej bezradny. A jeszcze jedno zdanie do siostry_a: jeżeli zadajesz pytanie, na które nie oczekujesz odpowiedzi, nie zdziw się, że otrzymasz odpowiedz, której nie chciałaś usłyszeć. Tylko nie wiadomo czy w tej rozmowie padło jakieś pytanie...

    zgłoś do moderacji
  • @hannelore Wydaje mi się, że w relacjach rodzinnych dużo cenniejsze niż "stawanie po czyjejś stronie" jest dawanie sensownego feedbacku, który pozwoli Siostrze_A faktycznie rozwiązać problem... Stawanie po czyjejś stronie w sporze, który nas praktycznie nie dotyczy wydaje mi się bezwartościowe -- to jest mowa trawa, która ani nic nie kosztuje, ani nic nie daje. Przynosząc do mieszkania które z kimś dzielimy kota o takim a nie innym charakterze należało się liczyć z tym, że współlokatorzy nie będą tym zachwyceni. I prawda jest taka, że znakomita większość innych współlokatorów też nie będzie chciała się zgodzić na mieszkanie z takim zwierzakiem.

    zgłoś do moderacji
  • @richard: pozwól, że zacytuję... "w relacjach rodzinnych dużo cenniejsze niż "stawanie po czyjejś stronie" jest dawanie sensownego feedbacku"
    To, co powyżej powiedziałeś, jest typowo męskim sposobem myślenia. Istnieje jednak jeszcze właśnie sposób myślenia kobiecy, żeński, który także jest potrzebny - również w rodzinie.
    Co więcej - jeśli tego jeszcze nie umiesz, a jesteś żonaty/w związku, lepiej się tego naucz - unikniesz wielu problemów w przyszłości.

    zgłoś do moderacji
  • Moim zdaniem nie chodzi o stawanie po czyjejś stronie. Chodzi o wsparcie, o zrozumienie, ktore ofiarowane na poczatku rozmowy sprawia, ze rozmowca moze tez przyjac feedback.
    Przypominam to, co juz zostalo napisane - moim zdaniem trzeba ustalic, czego oczekuje od nas rozmowca.
    To tak, jaby dziecku, które płacze po stracie żółwia mówić, ze mu sie kupi nowego...

    Byla kiedys taka ksiazka: "Jak mowic, zeby dzieci nas sluchały. Jak słuchać, zeby dzieci do nas mowiły". Polecam richardowi...

    zgłoś do moderacji
  • ie ani dobrej rady. Nie ma męskich ani damski zachowań tylko ludzkie a oczekiwania zależa od nastroju. Moze Julencja była zbyt bezpośrednia ale chyba tego się oczekuje od siostry bo to, że zawsze pomoże ma wpisane w statut bycia siostrą. Nie zawsze przytulanie i wspólne narzekanie i trzymanie psychiczne lub fizyczne jest najlepsze! Może trzeżwe pokazanie , że problem jest czymś zastępczym , przykrywką dla rzeczywistego problemu /podanie oczywistych ,prostych rozwiązan/ o którym interlokutor nie chce mówić pozwoli powiedzieć, po chwili chwiejnych emocji o co chodzi. W tym przypadku każda z dziewczyn mówi o czymś innym.Julencja chce dobrze, a siostry-a inaczej ale też dobrze. Powiedz co kryje kot co chcesz opłakać to Julencja popłacze z Tobą.

    zgłoś do moderacji
  • siostra_a to, racja, osoba przebojowa i zaradna ale mało kto jest w stanie rozsądkiem i charyzma zwyciężyć arogancje i wygodnictwo współlokatorek.

    zgłoś do moderacji
  • nie wiem, dlaczego ktoś by miał akceptować koty w swoim otoczeniu, szczególnie w sytuacji, gdzie dzieli się mieszkanie ze współlokatorami. jeśli mieszkanie jest moje, to mogę sobie trzymać nawet hipopotama w wannie, jeśli mam taką fantazję, ale wspólne mieszkanie = pewne reguły. to nie współlokatorki są wredne, one maja prawo nie dzielić mieszkania z kotem, bo nie taka była umowa. jeśli nie chcą, to ich zbójeckie prawo i rozczulanie się nad sobą oraz stawianie w roli ofiary owych "harpii" niczego nie zmieni.
    jeśli rozmowa ma formę wyżalić-pocieszyć, to trzeba to na wstępie zaznaczyć: "słuchaj, mam problem, już nie mam siły, rady nie chcę, ale muszę się wygadać!" - to sprawia, że rozmowa przebiega inaczej. jeśli sie tylko mówi: "oj, ja biedna, nie wiem, co robić!", to jasnym jest, że to prośba o konkretny pomysł na rozwiązanie problemu, z którym sami nie umiemy sobie poradzić.
    ja sama zareagowałabym zapewne dokładnie jak Julencja ;)
    pozdrawiam!

    zgłoś do moderacji
  • Dzięki za wszystkie komentarze:) Dzisiaj spotkałyśmy się z siostrą_a i chyba przepracowałyśmy spór:) W każdym razie - konflikt już jest zażegnany. Tak, jak pisaliście - problem tkwił głównie w różnicy oczekiwań w komunikacji.

    zgłoś do moderacji
  • ywqcqoiemtfzeqezbgeebhshivuxut

    zgłoś do moderacji
  • hello, this my first post. dsfcsvcbyjyui
    <a href= http://google.com >cxzc</a>
    http://sdfsd.com

    zgłoś do moderacji
  • vipop yxgrk gqaan
    <a href= http://tbll.nbc.com/blogs/Reductil/ma... >buy reductil 15</a> jaw
    mqhdrdp

    zgłoś do moderacji

Dodaj swój komentarz

Twój komentarz powinien być pomocny dla kłócących się osób. Prosimy, powstrzymaj się od agresji i nie używaj wulgaryzmów.

Jeśli zalogujesz się, nie będziesz musiał podawać za każdym razem adresu e-mail